O autorze
Absolwentka Wydziału Projektowania Ceramiki i Szkła Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu (dyplom w 1996). W 2009 roku otworzyła swój pierwszy salon mody na Pradze Północ w Warszawie. Laureatka wielu nagród, m.in.: dwukrotnie otrzymała Nagrodę "Projektant roku" polskiej edycji magazynu "Elle", Złota Ikona A4.

Wolę CHŁOPÓW niż dandysów

Wspominałam już, że choć urodzona w drugiej połowie XX wieku, mam wrażenie, że pamiętam wiek XIX.. A muszę i staram się nadążyć za XXI. Olaboga, la Boga..! Trudno, trudno...

Dandys onegdaj to był KTOŚ! Elegancik, modniś, wszakże fircyk, ale z głową pełną poezji, nut czy inżynieryjnych ekstrawagancji technicznych u progu rewolucji przemysłowej i kulturowej!!



Choć rękawiczki jedwabne, czy też z cielęcej skórki, musiał mieć, jako też żakiety od londyńskich krawców, spodnie wąskie do granic, fular i jedwabne pończoszki, to jednak w trudach udręki twórczej krzesał i krzesał ogarek oświaty! Często przymierając głodem, trawiony gruźlicą, wciąż trzymając fason, tworzył. Czasem przytulał się do sławnych i bogatych (jako i teraz niejeden to czyni), lecz wciąż z utrapioną duszą tworzył... Chopin, Słowacki, Oscar Wilde.

Wieszczył już Norwid, jakoby ideał sięgnął bruku. Trochę się jednak przeliczył, o sto lat jakieś, myślę.

Ideał sięgnął bruku w marcu roku 2012. Dwóch dandysów, z głowami pełnymi poezji, kolorów, form, wylądowało z wielkimi torbami Louis Vuitton i ręcznikami z paryskiego Ritza (gdzie nota bene Chopin miał swój apartament) w... warszawskim ZOO!!!!

Dla uciechy widzów jednego z programów pseudorozrywkowych, dwóch dandysów XXI wieku sprzątało gówna słonia, ćwiartowało zdechłe kurczęcia, łapało szarańczę, piszcząc przy tym i żartując niewybrednie. Po czym, po ciężkim dniu pracy, udali się na spoczynek, zamiast do Ritza, gdzie są częstymi gośćmi, do klatki sąsiadującej z hipopotamem. Ileż było zabawy, gdy ten wypróżnił się solidnie i strzeliście już na teren dandysów!!

Ha, ha, ale śmieszne! Ciągłe nawiązywanie do dziurek – gdzie ma ją hipopotam, a gdzie inne stworzenia i co można z owymi dziurkami robić – było słabe i wręcz żenujące!

Czy to obraz współczesnego dandysa, który, owszem, pięknie się ubierze, z fantazją, z fantazją też opowiada o swoich światowych przygodach? Znam ich obu. To moi koledzy po fachu. Lubię ich i cenię za to, co robią poza ZOO! :) Po co Wam to chłopaki?? Już fajniejsi nie musicie być! Bardziej sławni też nie.

Czy pracując w modzie aż takich inspiracji potrzeba? Bardzo bym nie chciała, aby ludzie z dużych i małych wiosek i miast pogłębiali za sprawą tego programu swoje i tak nienajlepsze zdanie o modzie i ludziach, którzy w tej modzie pracują. Myślą sobie: Co za próżny świat! Na co im kiecki za kilka tysięcy, po co to robić, dla kogo? Dla paru próżnych bogaczy? Cała ta moda, blichtr, pokazy, gwiazdy, flesze to zepsuty świat kilku świrów! Tak myślą.. A ja nie chcę być obrzucana gównem!

W świecie mody nie brakuje ludzi, którzy ciężko pracują, warto pamiętać, że to nie farsa.
A nowych dandysów sama oglądać nie muszę i już nie będę. (Mam nadzieję, że nie dostanę rykoszetem:))) Pooglądam czasami dandysa Wojewódzkiego, bo lubię, choć fircyk:)

A póki co, wolę "Chłopów", genialny serial według Reymonta, wspaniała literatura, genialne aktorstwo, reżyseria, scenografia, kostiumy, opis obyczajów i kondycji człowieczej. Tam też były zbytki i moda...

"Naś ci Jaguś, naś ci.. La ciebie to, Jaguś", mówił leciwy Boryna, wciskając czerwone korale najmodniejszej w Lipcach pannie na wydaniu. A że wywieźli Jagnę na taczce gnoju! To już inna historia...

Wieczorem idę na premierę opery Wagnera "Latający Holender" w reżyserii Mariusza Trelińskiego, który tym razem analizuje KRYZYS MĘSKOŚCI.
Trwa ładowanie komentarzy...