And the Oscar goes to...!!!!

Dzień po... Już chyba emocje opadły?? O ile w ogóle były... Planowalam spisywać wrażenia z gali wręczenia nagród Akademii na bieżąco, w nocy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy grubo po północy, po powrocie z kina, włączylam telewizor! Nie ma relacji!!??

Zapomniałam, że naszym telewizjom to się nie opłaca... Nawet wtedy, gdy nasi mają szanse na zdobycie statuetki! (nadmieniam, że nie tylko emeryci płacą abonament, ja też płacę!) A na Canal+ już mi nie wystarcza :)



Dlatego też Oscary obejrzałam dopiero minionej nocy u kolegi, który ściągnął galę z telewizji chińskiej czy koreańskiej!!!!!!! Czyż to nie kuriozalna sytuacja?:)
No cóż. Pisałam poprzednio, że mam przesunięcie w czasie:) i  nie zawsze będę pisać na temat, ale to, jak widać, z różnych powodów.

A wczoraj, od samego rana, w mediach: Holland przegrała! Czyż nie można napisać, że nie wygrała?? Cieszyć się, że film był nominowany do – (jeszcze wciąż) najważniejszej nagrody filmowej? Coś zdaje mi się, że ranga i blask Oskarów troszkę bledną, a zyskują na znaczeniu “Złote Globy” (że nie wspomnę o innych, ważnych nagrodach filmowych) – przynajmniej w moich oczach. Trafna ocena Agnieszki Holland po ceremonii utwierdziła mnie tylko w moich nieśmiałych sądach: cytat z pamięci: “Przegrać z wartościowym filmem "Rozstanie", a nie z jakąś idiotyczną wydmuszką, to nie ujma”. Przy okazji wyraziła współczucie dla wielkiego twórcy kina, dla którego Akademia nie jest łaskawa. Martin Scorsese po raz kolejny nie został doceniony... A ową wydmuszką w oczach Holland jest "Artysta", film miły, na którym uroniłam łzę i pozachwycałam się kostiumami – ach! Cudowne lata 20.! Ale jednak wydmuszka. Decydują względy sentymentalne, polityczne i PR-owe. Zresztą ten ostatni może zdziałać najwięcej, bo obecnie ważniejsze jest to, co i jak się mówi o..., a nie, jakie to “o” tak naprawdę jest...

Porzucając jednak dywagacje na temat tego, co wartościowe i ważne, przejdźmy do otoczki, która rangę Oscara zdaje się utrzymywać wciąż na pierwszym miejscu wśród nagród filmowych.

TO SHOW! To największa, najbardziej imponująca PARADA KREACJI, po imponująco wielkim, długim i szerokim CZERWONYM DYWANIE!

Właściwie powinno się współczuć gwiazdom, które muszą przejść ten wielki dystans w wielkich i krępujących ruchy gowns. Żal mi było Glenn Close, która kuśtykała bardzo niezgrabnie w sukni Zaca Posena. Suknia piękna i efektowna, skrępowana na wysokości kolan, z wielkim, rozłożystym i zapewne ciężkim dołem, powodowała brak koordynacji ruchów aktorki, która z trudem ciągnęła za sobą tę górę materii. No ale czegóż się nie robi dla takiego widowiska! 

Gigantyczna scenografia to tak naprawdę ubrana w czerwień cała szerokość ulicy, a okoliczne budynki w wytworne kotary! To magia, a raczej sztuczki pozorów, którym chętnie ulegamy.

Ale ja, za każdym razem kiedy oglądam tę imponującą, szeroką i długą czerwień, po której z mozołem przesuwają się najwięksi świata filmowego, nie mogę nie przypomnieć sobie mojej wizyty w tym właśnie miejscu.

Wtedy raczej bardzo smutnym... Z nieba lał się żar. Po pustawej i szarej, nieciekawej ulicy snuło się kilku turystów i sporo postaci filmowo-komiksowych, w tym przebrany za “Nożycorękiego” młody chłopak, ucharekteryzowany na Johnny'ego Deepa. Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco, kiedy zobaczyłam, jak biedak musi się męczyć w gumowo-lateksowym kostiumie, peruce, makijażu i z mnóstwem noży, nożyczek i innego żelastwa przy każdym palcu obu dłoni! Do tego wszystkiego odgrywał zapewne rolę życia! Po godzinie spotkałam go w barze, gdzie weszłam się ochłodzić. Ten biedak, parując cały, ze smutkiem w oczach zbliżył się do lodówki z napojami, ledwo żywy, niewiedząc, jak sobie poradzić z tymi nożycami u rąk. Serce omal mi nie pękło!!!

Rzuciłam się na pomoc. Podałam mu napój i rozkleiłam się. Od tej pory Hollywood jawi mi się nie tak różowo, czerwono i gwiaździście. Sama już nie wiem, czy to miejsce spełnionych, czy niespełnionych marzeń.

Nie wiem też, czy marzę o tym, aby kiedyś wspaniała, lśniąca blaskiem i talentem gwiazda przeszła się w mojej zapierającej dech w piersiach kreacji i rzuciła cały świat na kolana. Pewnie byłabym szczęśliwa i dumna!!! Póki co, zostaje mi świadomość i duma, że moja suknia – piękna w skromności swej, choć rozłożysta, bladoróżowa, szła już po tej czerwieni. A niosła ją przepiękna kobieta, Maria Gładkowska, kiedy 10 lat temu towarzyszyła swojemu ówczesnemu partnerowi Sławomirowi Idziakowi, nominowanemu do Oscara za zdjęcia do filmu “Helikopter w ogniu”. Dowiedziałam się później, że suknia bardzo się podobała, Hugh Grant syczał i mruczał "Jak pięknie wyglądasz, jaka piękna suknia!", Jennifer Lopez też podobno reagowała :) Szkoda tylko, że tego nie widziałam, bo telewizja wtedy też zawiodła, a o ściągnięciu gali z internetu nikt nawet wtedy nie śmiał marzyć!! :))

P.S. W pierwszym wpisie krygowałam się, że czasami będzie krótko, a tymczasem znów wyszło dłuuugo:)
Dlatego w skrócie:
Najpiękniejsza kreacja na czerwonym dywanie należała do Gwyneth Paltrow w białym półpłaszczu-półpelerynie na białej niemal ascetycznie prostej, białej sukni. Cudo zaprojektowane przez Toma Forda.
Angelina Jolie wyglądala dość komicznie w pięknej zapewne, czarnej sukni, lecz niezgrabnie i głupio ze sztucznie wystawioną z rozcięcia nogą:) Zresztą na ten temat w internecie pojawiły się już żarty i fotomontaże!
Meryl Streep, piękna, dojrzała kobieta, gubiła się w gmatwaninie draperii Lanvin – było ładnie, ale mogło być mniej i prościej.
Podobała mi się suknia Michelle Williams, zaprojektowana przez Marca Jacobsa/Louis Vuitton. Jak to Marc – suknia z dowcipem i nonszalancką rozgrywką na temat gowns (tył sukni eksponował nieukrywany, cielisty gorset).
Nowocześnie, choć w konwencji oscarowego looku, prezentowala się Rooney Mara (dziewczyna z tatuażem) w sukni Givenchy.
Jennifer Lopez w sukni niezbyt cenionego przeze mnie Zuhaira Murada wyglądała zaciekawiająco... Suknia ułożona z solejek, ciekawie, ale zbyt ostentacynie strojna wydawała się trochę jak ze starej szafy i trochę trąciła nie najlepszym gustem. Chyba za dużo wszystkiego...
To tyle!
Dzięki Bogu już szósta rano! idę spać:)
Trwa ładowanie komentarzy...