Moja baśń tysiąca i jednej nocy...

Halo, halo! Witam wszystkich, którzy zechcą czytać moje wywody i nie będą mieć mi za złe, że czasami będzie krótko!

To właśnie dzisiaj rusza portal zainicjowany przez Tomasza Lisa!

Nadano mu tytuł "Na temat". Nie jestem pewna, czy będę pisać na temat, bo zwykle mam lekkie przesunięcie w czasie i nie zawsze nadążam za tym, co jest aktualne i na temat...

Dłuuugo,dłuugo zastanawiałam się,czy przyjąć propozycję dzielenia się z Wami, czytelnikami, tym, co u mnie i co niekoniecznie na temat :) Są jednak inicjatywy, propozycje, którym się nie odmawia, a które mobilizują do działania, rytmu, myśli, refleksji...

Co prawda, jestem z epoki wręcz XIX-wiecznej (choć urodzona w drugiej połowie XX wieku, wciąż odczuwam magię tego, czego doświadczyłam jako mała dziewczynka na wsi spokojnej i łagodnej u dziadków, a potem w nowoczesnym bloku miasta powiatowego, z PRL-owską słoneczną indoktrynacją), ale staram się nadążyć za XXI wiekiem!

Pełzając, raczkując jak mój 11-miesięczny siostrzeniec, niewiele rozumiejąc z chaosu dookoła (i oby tak wiele i szybko jak on się ucząc!) postanowiłam, że jednak spróbuję.

W każdym razie, póki co, potrafię szybko zorganizować imprezę! Właśnie wróciłam z ostatkowego party, które wczoraj zorganizowałam w nowym lokalu mojego sąsiada z Pragi! Większość warszawiaków zna restaurację Le Cedre, która powstała kilkanaście lat temu po praskiej stronie Wisły przy ul. Solidarności. Wszyscy pukali się wtedy w głowę – co też ten Jamal, z pochodzenia Libańczyk, wymyślił! Przecież to było totalne “zadupie”. Ale właśnie wówczas, kiedy nie było w Warszawie wielu restauracji, koczowaliśmy wręcz w samochodach w oczekiwaniu na miejsce w orientalnej i nie jak z tego świata restauracji! Dziś, kiedy restauracji w Warszawie są setki, a do Le Cedre jest utrudniony dostęp (tuż obok powstaje nowa linia metra), w weekendy wciąż zalicza komplet gości! To dlatego, że jedzenie tutaj jest naprawdę świetne!
Czy jest kryzys? Pewnie gdzieś pełza, czai się, ale niektórzy wychodzą mu naprzeciw, nie poddając się! Jamal właśnie otworzył drugą, nową restaurację Le Cedre, też przy ul. Solidarności, tyle że w centrum. Z nieskrywaną radością przyjęłam więc jego zaproszenie do ugoszczenia moich przyjaciół w ostatni dzień karnawału.

Było naprawdę pysznie i zabawnie!!! Taniec brzucha w wykonaniu najlepszym – damskim i, co niespotykane, w męskim!! Zatańczył jedyny w Polsce tancerz tańca brzucha – powabny, tęskny, i jak KOCHANEK z baśni tysiąca i jednej nocy...

Entuzjastycznie przyjęte tańce, kilka osób,w tym ja sama, próbowało okiełznać parkiet!!!! Joanna Orleańska, moja koleżanka jeszcze z Wrocławia żwawo (jako że zawsze jest nad wyraz żwawa), namiętnie potrząsała swym wiotkim ciałem. Robert Kupisz, w końcu zawodowy tancerz, też znalazł swoją powabną formułę. Piróg się spóźnił, więc nie wiem, jak sobie radzi z tańcami orientalnymi. Naczelny choreograf Teatru Wielkiego nieprędko wyzwolił się z klasyki, ale dawał radę :) Cała reszta, w tym Małgosia Kożuchowska, która wpadła wprost z próby w teatrze, próbowała pląsów, wypychania miednicy wprzód, w tył i na boki, oraz figury pt. wdeptywanie. Oznacza to, że należy szybkimi, drobnymi ruchami kończyn dolnych jak gdyby udeptywać podłoże. Efekt – rytmiczne drżenie bioder, na których drżą i dźwięczą złote talarki, o ile ma się takie! A że zawczasu przygotowałam chusty z talarkami, drżenie i metaliczny pogłos były jak się patrzy!!!

Wiem, wiem, to wszystko brzmi nieco weselnie:)

Na naszą imprezę wpadł też Tymon Tymański, myślałam, że może da rys nieco bardziej folklorystyczny, w stylu "Białego Misia", jak to uczynił w "Weselu" Smarzowskiego, ale okazał się gościem niespodziewanie stonowanym. Dużo bardziej, niż bym sądziła :) Może to dlatego, że od 6 rano prowadził jakiś poranek w radiu, którego nazwy nie pamiętam, bo to nie moje częstotliwości:)

Dzięki Bogu już 5 rano! idę spać!

do zobaczenia
Gosia Baczyńska

Wszystkie zdjęcia © Marek Mułenko
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Moda
Skomentuj